Coraz więcej polskich pracowników sprawdza, jak wygląda praca w krótszym wymiarze godzin bez obniżenia wynagrodzenia. Pierwsze miesiące rządowego pilotażu przyniosły wiele pozytywnych doświadczeń, ale pokazały też, że nie wszystkie branże poradzą sobie z taką zmianą bez dodatkowych wyzwań.
Pierwsze pół roku za nimi. Jak wygląda pilotaż skróconego czasu pracy?
Program prowadzony przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wystartował 1 stycznia 2026 roku. Do udziału wybrano 80 pracodawców, którzy testują różne sposoby skracania czasu pracy dla blisko 5 tys. pracowników.
Założenia programu są jasne. W pierwszej połowie roku czas pracy miał zostać ograniczony o co najmniej 10 proc., a w drugiej połowie redukcja ma wynieść minimum 20 proc. Jednocześnie uczestnicy programu nie mogą otrzymać niższego wynagrodzenia, a warunki zatrudnienia nie mogą ulec pogorszeniu.
Każda firma sama zdecydowała, jaki model najlepiej sprawdzi się w jej działalności. Jedni skrócili liczbę godzin pracy każdego dnia, inni postawili na czterodniowy tydzień pracy, a część zdecydowała się na dodatkowe dni wolne według ustalonych grafików.
Krótszy dzień pracy okazał się zaskakująco prosty do wdrożenia
Jednym z uczestników programu jest Marina Kamień Pomorski. Firma skróciła czas pracy swoich pracowników, a jednocześnie wykorzystała ministerialne dofinansowanie na automatyzację części procesów.
Jak pokazują pierwsze doświadczenia przedsiębiorstwa, 30 minut mniej pracy dziennie okazało się niemal niezauważalne. Pracownicy lepiej organizują obowiązki, a klienci nie odczuli zmian w jakości obsługi.
Przedstawiciele firmy podkreślają, że przy niewielkim skróceniu dnia roboczego nie pojawiły się większe problemy organizacyjne. Dzięki lepszemu planowaniu wiele zadań udało się wykonywać równie sprawnie jak wcześniej.
Jednocześnie przedsiębiorstwo nie wyklucza utrzymania krótszego czasu pracy poza sezonem, gdy liczba obowiązków jest wyraźnie mniejsza.
Czterodniowy tydzień pracy sprawdza się, ale nie zawsze
Inaczej wygląda sytuacja w firmie Expert-Sales, która zdecydowała się na wolne piątki.
Na co dzień rozwiązanie działa bez większych przeszkód. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy występują nagłe sytuacje wymagające szybkiej reakcji lub gdy firma wchodzi w najbardziej intensywny okres działalności.
Szczególnym wyzwaniem będzie końcówka roku, kiedy branża e-commerce obsługuje znacznie więcej zamówień przed świętami Bożego Narodzenia. Dopiero wtedy przedsiębiorstwo przekona się, czy obecny model sprawdzi się także przy największym obciążeniu.
Firma rozważa również zmianę organizacji pracy. Zamiast jednego wspólnego dnia wolnego dla całego zespołu pracownicy mogliby korzystać z niego rotacyjnie, co pozwoliłoby zachować ciągłość obsługi klientów.
Największy problem pojawia się przy urlopach i zwolnieniach lekarskich
Nie wszystkie trudności dotyczą samej liczby godzin pracy. Część uczestników programu zwraca uwagę na kwestie organizacyjne, które wcześniej nie miały większego znaczenia.
Fundacja Rozwoju Regionu Łukta, która również uczestniczy w pilotażu, wskazuje, że dodatkowe dni wolne zaczynają komplikować planowanie pracy, gdy nakładają się na urlopy wypoczynkowe oraz zwolnienia lekarskie.
W niewielkich zespołach nawet jedna nieobecność może powodować konieczność zmiany grafików lub zatrudnienia dodatkowej osoby. Właśnie z takim rozwiązaniem liczy się fundacja, aby zachować ciągłość pracy.
Prawo nie daje jeszcze odpowiedzi na wszystkie pytania
W trakcie pilotażu pojawiły się również wątpliwości dotyczące przepisów.
Pracodawcy zastanawiają się między innymi, co zrobić w sytuacji, gdy dodatkowy dzień wolny przypada w czasie urlopu albo zwolnienia lekarskiego. Nie jest również jasne, jak traktować osoby wracające do pracy po dłuższej nieobecności.
Ministerstwo oczekuje, że uczestnicy programu będą wypracowywać własne rozwiązania, które później zostaną przeanalizowane przy ocenie całego projektu.
Firmy inwestują nie tylko w krótszy czas pracy
Dofinansowanie z programu nie służy wyłącznie pokrywaniu kosztów wynagrodzeń. Część przedsiębiorstw wykorzystuje środki na automatyzację procesów, nowe systemy informatyczne czy rozwiązania usprawniające organizację pracy.
To właśnie dzięki takim inwestycjom wiele obowiązków można wykonywać szybciej, co ułatwia skrócenie czasu pracy bez pogorszenia jakości usług.
Pierwsze doświadczenia pokazują, że tam, gdzie udało się uprościć codzienne procesy, pracownicy są w stanie osiągać podobne efekty w krótszym czasie.
Końcowe wnioski poznamy dopiero w 2027 roku
Pilotaż potrwa do 31 grudnia 2026 roku, a jego uczestnicy przez cały czas przygotowują raporty dotyczące funkcjonowania nowych rozwiązań.
Końcowe sprawozdania mają trafić do ministerstwa najpóźniej 15 maja 2027 roku. Dopiero wtedy będzie można ocenić, czy skrócony tydzień pracy ma szansę zostać szerzej wdrożony w Polsce.
Pierwsze półrocze pokazuje jednak, że krótszy czas pracy nie musi oznaczać spadku efektywności. Jednocześnie doświadczenia firm wskazują, że sukces zależy od specyfiki branży, dobrej organizacji oraz rozwiązania problemów związanych z grafikami, urlopami i nieobecnościami pracowników.