Wysokie ceny pelletu i jego ograniczona dostępność zmuszają wielu Polaków do poszukiwania alternatyw. Na popularności zyskuje owies – zboże, które według ogłoszeń w internecie można stosować jako tańszy zamiennik pelletu. Choć różnica w cenie może zachęcać, eksperci ostrzegają: taka oszczędność może drogo kosztować, zwłaszcza jeśli piec nie jest przystosowany do spalania innych surowców niż pellet.
Pellet za drogi lub niedostępny
Jeszcze niedawno tona pelletu kosztowała mniej niż 1800 zł. Obecnie ceny dochodzą nawet do 4000 zł za tonę, a w niektórych rejonach pelletu brakuje w ogóle. Składy opału świecą pustkami, a właściciele pieców na biomasę gorączkowo szukają tańszych i dostępnych zamienników.
Ten deficyt stworzył niszę rynkową, z której szybko skorzystali rolnicy. W internecie pojawiły się dziesiątki ogłoszeń o sprzedaży owsa, jęczmienia i innych zbóż – z przeznaczeniem na opał. Ceny zaczynają się już od 650–800 zł za tonę, czyli nawet trzykrotnie taniej niż pellet.
Owies jako opał? Uwaga na szczegóły!
Choć wielu rolników przekonuje, że owies „daje radę”, warunkiem jego skutecznego spalania jest właściwa konfiguracja pieca. Trzeba dostosować m.in. czas podawania i przerwy między dawkami paliwa, co zależy od kaloryczności zboża. W przeciwnym razie może dojść do nieskutecznego spalania, awarii lub trwałego uszkodzenia urządzenia.
Eksperci z branży OZE zwracają uwagę, że większość kotłów dostępnych na rynku nie jest przystosowana do spalania owsa. W Polsce brakuje certyfikowanych urządzeń na zboże, a jakiekolwiek eksperymenty – jak mieszanie pelletu z owsem – mogą się zakończyć poważnymi konsekwencjami.
Gwarancja i dotacja pod znakiem zapytania
Używanie niezalecanego paliwa oznacza ryzyko utraty gwarancji producenta. Jeśli serwisant stwierdzi, że w piecu spalano owies, a nie certyfikowany pellet, producent może odmówić naprawy.
Jeszcze poważniejsze skutki mogą dotknąć osoby, które kupiły piec w ramach rządowego programu „Czyste Powietrze”. Większość urządzeń objętych dofinansowaniem dopuszcza wyłącznie spalanie pelletu drzewnego. Użycie owsa może oznaczać złamanie warunków umowy dotacyjnej i konieczność zwrotu nawet kilkunastu tysięcy złotych.
A co na to UOKiK i rząd?
Wysokie ceny pelletu wzbudziły również zainteresowanie instytucji państwowych. Ministerstwo Energii skierowało wniosek do UOKiK o zbadanie, czy producenci pelletu nie ograniczają celowo podaży. Prezes Urzędu stwierdził, że obecne trudności wynikają głównie z większego zużycia pelletu oraz ograniczonej dostępności surowca do jego produkcji.
Jednocześnie UOKiK zarekomendował rządową interwencję, która miałaby polegać na uruchomieniu rezerw i wsparciu grup szczególnie wrażliwych, np. seniorów i osób w trudnej sytuacji materialnej.
Co naprawdę się opłaca?
Choć spalanie owsa może wydawać się tanim i szybkim rozwiązaniem, ryzyko długofalowych strat – od awarii po utratę dotacji – jest realne. Brak przystosowania pieca, niewłaściwe parametry spalania i brak zgodności z normami mogą sprawić, że pozorna oszczędność przerodzi się w poważne wydatki.
Dla tych, którzy mimo wszystko decydują się na takie rozwiązanie, kluczowe jest sprawdzenie, czy ich kocioł dopuszcza spalanie innych paliw niż pellet, a także zachowanie pełnej dokumentacji ustawień i zakupionego opału.
Na co uważać, zanim zamienisz pellet na owies?
-
Sprawdź specyfikację pieca – czy producent dopuszcza inne paliwa?
-
Uważaj na mieszanki – pellet zmieszany z owsem może uszkodzić urządzenie.
-
Zadbaj o suchość zboża – wilgotny owies zwiększa ryzyko awarii.
-
Nie ryzykuj dotacji – zapisy umowy mogą wykluczać inne paliwa.
-
Pamiętaj o gwarancji – palenie niezalecanym paliwem może ją unieważnić.
Wnioski z zimowej rzeczywistości
W obliczu coraz większych problemów z dostępem do pelletu rośnie pokusa, by sięgnąć po alternatywy – zwłaszcza, gdy są tańsze i łatwo dostępne. Jednak eksperymentowanie z opałem może mieć swoją cenę. Lepiej dwa razy sprawdzić, niż później zapłacić za naprawy z własnej kieszeni.
Źródło: Fakt.pl, WP Finanse