Tysiące gospodarstw domowych w Polsce zmaga się z brakiem pelletu do ogrzewania. Surowiec, który jeszcze niedawno uchodził za ekologiczne i łatwo dostępne paliwo, dziś jest trudny do zdobycia – a jeśli już się pojawia, to w cenach znacznie wyższych niż przed sezonem. Ministerstwo klimatu i energii zabrało głos, a UOKiK analizuje rynek pod kątem możliwych nieprawidłowości.
Mroźna zima ujawnia problemy z dostępnością
Zimowa aura nie odpuszcza – silne mrozy utrzymujące się od połowy stycznia spowodowały nagły wzrost zapotrzebowania na pellet. Efekt? Puste półki w marketach budowlanych, brak towaru w składach opału i nerwowa atmosfera wśród właścicieli kotłów na pellet.
Niektórzy użytkownicy dzielą się w mediach społecznościowych informacjami o pojedynczych workach opału dostępnych lokalnie. Inni – jak nauczycielka z kujawsko-pomorskiego – alarmują, że nie mogą zdobyć nawet jednej tony paliwa. W wielu miejscach pellet po prostu zniknął z rynku detalicznego.
Ceny pelletu wystrzeliły – nawet do 3000 zł za tonę
Jeszcze na początku sezonu pellet kosztował około 1500–1800 zł za tonę. Obecnie ceny w niektórych regionach osiągają poziom 2500–3000 zł, co dla wielu gospodarstw domowych stanowi poważne obciążenie finansowe.
Według przedstawicieli branży OZE, tak gwałtowne wzrosty cen są skutkiem zaburzenia równowagi między popytem a podażą. Silne mrozy zwiększyły zużycie, a import surowca nie nadąża z uzupełnianiem braków w magazynach.
Ministerstwo reaguje – możliwe działania interwencyjne
Na pojawiające się głosy o niedoborach i wysokich cenach pelletu zareagowała minister klimatu Paulina Hennig-Kloska, która przyznała, że rynek nie był odpowiednio przygotowany na tak zimną zimę. Podkreśliła także, że import wymaga czasu, a krajowe zasoby są niewystarczające.
Równolegle minister energii Miłosz Motyka zaznaczył, że jeśli Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów potwierdzi nieprawidłowości, możliwa będzie interwencja Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych (RARS).
Czy sprzedawcy wykorzystują sytuację?
Pojawiają się także zarzuty wobec niektórych dystrybutorów pelletu – część konsumentów sugeruje, że nieuczciwe firmy windują ceny, korzystając z lokalnych niedoborów. Rząd nie reguluje bezpośrednio cen tego paliwa, ale jeżeli UOKiK wykryje praktyki spekulacyjne, konsekwencje mogą być poważne.
Dlaczego tyle osób ogrzewa dom pelletem?
Popularność pelletu w Polsce znacząco wzrosła w ostatnich latach dzięki wsparciu z programu „Czyste Powietrze”. W jego ramach można było uzyskać nawet 20,5 tys. zł na zakup kotła grzewczego. Z danych branżowych wynika, że obecnie w Polsce działa około 800 tysięcy kotłów na pellet – połowa z nich zainstalowana została dzięki dotacjom, reszta – z własnej inicjatywy właścicieli domów.
Pellet, jako paliwo odnawialne i niskoemisyjne, był przedstawiany jako bezpieczna alternatywa dla węgla czy ekogroszku. W warunkach idealnych – tak właśnie jest. Problem zaczyna się wtedy, gdy rynek nie jest odpowiednio zabezpieczony logistycznie i cenowo.
Branża OZE uspokaja: „To tylko sezonowe napięcia”
Mimo alarmujących informacji ze składów opału, przedstawiciele Izby Gospodarczej Urządzeń OZE zapewniają, że łańcuch dostaw funkcjonuje, a problem ma charakter sezonowy i lokalny. Pellet nadal trafia do odbiorców, choć z opóźnieniem i w ograniczonych ilościach.
Zimowy kryzys przypomina jednak, jak ważne jest planowanie energetyczne i magazynowanie surowców. W wielu przypadkach użytkownicy kotłów pelletowych zostali zaskoczeni nie tylko przez pogodę, ale również przez nieprzewidziane niedobory rynkowe.
Co dalej? Możliwe scenariusze
Minister Motyka zapowiedział, że dalsze kroki zależą od wyników analiz UOKiK. Jeśli potwierdzą się zaburzenia konkurencji lub nieuczciwe praktyki handlowe, państwo może uruchomić rezerwy strategiczne lub wprowadzić inne formy wsparcia.
Na razie zalecane jest monitorowanie rynku i unikanie panicznych zakupów. Branża przewiduje, że sytuacja powinna się ustabilizować w ciągu kilku tygodni, wraz z poprawą warunków pogodowych i większą dostępnością importowanego pelletu.