Historia z Bydgoszczy w ciągu kilku dni obiegła media społecznościowe. Mężczyzna zamówił z dostawą dwie pizze o łącznej wartości 333 zł, ale gdy kurier stanął pod wskazanym adresem, odmówił odbioru i zapłaty. Skończyło się awanturą przed blokiem, groźbami pod adresem właściciela lokalu i zawiadomieniem na policję. Jak się okazało, tego samego dnia w podobny sposób „potraktował" jeszcze trzy inne bydgoskie lokale.
Dwie pizze „Bestia" za 333 zł. Klient odmówił odbioru
O sprawie poinformował w mediach społecznościowych właściciel Pizzerii Jolanta z Bydgoszczy. Klient zamówił z dowozem dwie pizze „Bestia" o łącznej wartości 333 zł. Kiedy dostawca dotarł na miejsce, mężczyzna oznajmił, że zamówienia nie przyjmie, bo cena jest jego zdaniem zbyt wysoka. Przekonywał przy tym, że jako konsument ma prawo odmówić.
Pracownik pizzerii cierpliwie tłumaczył, że z zamówienia można zrezygnować, zanim lokal zacznie je przygotowywać. Gdy jedzenie zostało już zrobione i przywiezione pod drzwi, trzeba za nie po prostu zapłacić. Ta argumentacja nie zrobiła jednak na kliencie żadnego wrażenia.
Awantura przed blokiem. „To ci wysadzę ten lokal"
Na nagraniu, które trafiło do sieci, widać, jak rozmowa błyskawicznie wymyka się spod kontroli. Mężczyzna przeklina i rzuca groźby pod adresem właściciela pizzerii: zapowiada wybicie szyb w lokalu, a w końcu mówi wprost: „Za dobry masz lokal? Za ładnie ci się żyje? (...) To ci wysadzę ten lokal".
W pewnym momencie sugeruje nawet, że ma coś ukryte pod rękawiczką. Dostawca zachowuje jednak zimną krew i kwituje to ironicznie – że większe od tego są dziesięciogroszówki, które nosi w kieszeni.
Całą sytuację próbuje łagodzić żona awanturującego się mężczyzny. Raz po raz powtarza, że czas wracać do domu, i stara się odciągnąć męża od dostawcy. Sama zresztą również doświadcza jego agresji – w pewnym momencie prosi, by przestał ją popychać, a w jej obronie staje... pracownik pizzerii.
„Pan ma takie hobby". Poszkodowanych lokali jest więcej
Jak relacjonuje właściciel pizzerii, tego samego dnia mężczyzna zamówił również kebaby, burgery i pizzę z trzech innych bydgoskich lokali – i żadnego z tych zamówień nie odebrał. Z rozmów z innymi restauratorami miało wynikać, że podobne sytuacje z udziałem tego samego klienta zdarzały się już wcześniej: mężczyzna dzwoni, zamawia jedzenie z dostawą, a potem odmawia jego przyjęcia i reaguje agresją.
Na tym nie koniec. Jeszcze tego samego dnia, już po pierwszej interwencji policji, klient miał zadzwonić do właściciela pizzerii i oświadczyć, że wie, gdzie ten mieszka. Padły kolejne groźby.
W swoim wpisie pizzeria podkreśliła, że takie zachowania uderzają przede wszystkim w zwykłych, uczciwie pracujących ludzi. „Chcemy po prostu wykonywać swoją pracę w poczuciu bezpieczeństwa i z szacunkiem" – napisali pracownicy lokalu.
Sprawą zajmuje się policja pod nadzorem prokuratora
Jak przekazała serwisowi se.pl nadkom. Lidia Kowalska z bydgoskiej policji, funkcjonariusze interweniowali już w niedzielę, bezpośrednio po incydencie z zamówieniem – wówczas obie strony pouczono o przysługujących im możliwościach prawnych. W piątek 17 lipca policja przyjęła natomiast zawiadomienie dotyczące gróźb karalnych, a także opublikowania w sieci wizerunków osób z nagrania. Oba wątki będą wyjaśniane w postępowaniu prowadzonym pod nadzorem prokuratora.
Czy można odmówić odbioru zamówionego jedzenia?
Ta historia to dobra okazja, by przypomnieć, jak naprawdę wyglądają prawa konsumenta przy zamawianiu jedzenia z dostawą.
Słynne 14 dni na odstąpienie od umowy zawartej na odległość nie obejmuje żywności przygotowywanej na indywidualne zamówienie ani produktów szybko psujących się – a więc również pizzy, kebaba czy burgerów z dowozem. W praktyce zamówienie można bez konsekwencji anulować tylko do momentu, w którym lokal zacznie je realizować. Gdy jedzenie zostało już przygotowane i dostarczone, mamy obowiązek za nie zapłacić – niezależnie od tego, czy zdecydujemy się je odebrać. Restauracja może dochodzić swojej należności, na przykład na drodze cywilnej.
Zupełnie osobną kategorią są groźby. Zapowiadanie komuś zniszczenia lokalu czy zrobienia krzywdy może stanowić przestępstwo groźby karalnej, opisane w Kodeksie karnym. Warto też pamiętać o drugiej stronie medalu: publikowanie w internecie czyjegoś wizerunku bez zgody również może wiązać się z odpowiedzialnością prawną – i właśnie ten wątek trafił w tej sprawie na policję razem z groźbami.