Znasz to uczucie? Pełny wózek, kolejka do kasy, a organizm nagle daje wyraźny sygnał, że na pewne sprawy jest już najwyższy czas. Rozglądasz się po sklepie w poszukiwaniu toalety i… nic. A jeśli już na jakąś trafisz, wisi na niej tabliczka „tylko dla personelu". Z tym codziennym, choć rzadko omawianym na głos problemem postanowił zmierzyć się jeden z posłów — i skierował w tej sprawie konkretne pytania do rządu.
Problem, którego na co dzień nie zauważamy — dopóki nas nie dotknie
Do Biedronki, Lidla i innych dyskontów zaglądają każdego dnia miliony z nas. Wpadamy tam po drodze z pracy, z dziećmi uczepionymi wózka, z rodzicami, którzy potrzebują pomocy przy zakupach. Często spędzamy w środku więcej czasu, niż zakładaliśmy. A mimo to w zdecydowanej większości takich sklepów nie znajdziemy toalety, z której mógłby skorzystać klient.
Dla wielu osób to tylko drobna niewygoda. Dla innych — bariera, która potrafi skutecznie zepsuć, a czasem wręcz uniemożliwić zwykłe zakupy.
Kto traci na tym najbardziej
Najmocniej brak toalet odczuwają ci, którzy z różnych powodów nie mogą po prostu „wytrzymać do domu". To przede wszystkim:
- osoby starsze, dla których nawet krótsza wizyta w sklepie bywa wyzwaniem,
- kobiety w ciąży, którym częstsza potrzeba towarzyszy niemal przez całą dobę,
- rodziny z małymi dziećmi, gdzie „muszę siusiu" potrafi paść w najmniej spodziewanym momencie,
- osoby z chorobami przewlekłymi, wymagające stałego i szybkiego dostępu do WC.
Dla tych grup brak toalety to nie kwestia wygody, ale realnego komfortu i poczucia bezpieczeństwa podczas każdego wyjścia z domu.
Poseł pyta rząd: czy sklepy w ogóle mają taki obowiązek?
Sprawą zajął się poseł Jan Warzecha z Prawa i Sprawiedliwości, który przyznaje, że dostaje od obywateli wiele sygnałów w tej kwestii. Skierował więc do rządu interpelację — czyli oficjalne zapytanie, będące jednym z narzędzi, dzięki którym posłowie kontrolują działania władzy.
Kluczowe pytanie brzmi: czy obowiązujące przepisy nakładają na sklepy wielkopowierzchniowe obowiązek zapewnienia klientom dostępu do toalet? Innymi słowy — czy Biedronka, Lidl i podobne sieci muszą udostępniać WC kupującym, czy jest to wyłącznie kwestia ich dobrej woli.
„To dyskryminacja klientów" — twierdzą sami zainteresowani
Z relacji posła wynika, że wśród klientów panuje spora frustracja. Część z nich udostępnianie toalet wyłącznie pracownikom odbiera wprost jako formę dyskryminacji — w końcu to oni zostawiają w sklepie swoje pieniądze, a w razie nagłej potrzeby muszą szukać ratunku gdzie indziej.
I choć w większych miastach powstaje coraz więcej publicznych toalet, w praktyce nie zawsze są one akurat tam i wtedy, gdy są potrzebne.
Druga strona medalu: koszty, kolejki i goście „tylko do WC"
Pomysł, choć na pierwszy rzut oka oczywisty, ma też swoje słabe strony. Sieci niemal na pewno zasłaniałyby się kosztami — utrzymanie czystej, ogólnodostępnej toalety w sklepie odwiedzanym przez tysiące osób dziennie to spory wydatek i logistyczne wyzwanie.
Pojawia się też inny problem. Gdyby toaleta była otwarta dla wszystkich, do sklepu zaczęliby zaglądać ludzie „tylko do WC", bez zamiaru robienia zakupów. Łatwo wyobrazić sobie kolejki i kolejną falę frustracji — tym razem wśród samych kupujących.
To jeszcze nie wszystko. Poseł pyta też o kontakt ze sklepami
W tej samej interpelacji pojawił się drugi wątek — brak bezpośrednich numerów kontaktowych do konkretnych placówek. Każdy, kto próbował dodzwonić się do „swojej" Biedronki czy Lidla, zna ten scenariusz: zamiast lokalnego sklepu odbiera infolinia centrali, która nie jest w stanie rozwiązać sprawy dotyczącej jednego, konkretnego miejsca.
Poseł zwraca uwagę, że w efekcie konsument bywa zmuszony do wielokrotnych osobistych wizyt w sklepie — co szczególnie uderza w osoby starsze, z niepełnosprawnościami czy mieszkające z dala od miasta. Pyta więc, czy taka praktyka jest zgodna z zasadami ochrony konsumentów, których celem jest przecież wyrównanie sił w relacji klient–wielka sieć handlowa.
Czy Biedronka i Lidl coś z tym zrobią?
Na razie nie wiadomo, jak na pytania posła odpowie rząd ani czy sieci same z siebie pochylą się nad tematem. Jedno jest jednak ciekawe: trwająca od lat wojna cenowa Biedronki i Lidla coraz częściej przenosi się z samych cen na udogodnienia dla klientów. Być może dostęp do toalet stanie się kolejnym polem tej rywalizacji — i tym razem to kupujący wyjdą na tym najlepiej.
Bo niezależnie od tego, czy mówimy o wielkim hipermarkecie, czy o małym osiedlowym dyskoncie, oczekiwanie jest proste: odrobina podstawowego komfortu i normalnej, ludzkiej komunikacji.