Niepozorne "lajki" w mediach społecznościowych mogą kosztować więcej, niż się wydaje. Przekonał się o tym mieszkaniec Turcji, którego sąd uznał winnym rozpadu małżeństwa. Wszystko przez jego internetowe nawyki – systematyczne polubienia zdjęć innych kobiet oraz sugestywne komentarze. W efekcie orzeczono rozwód z jego winy, zasądzając zarówno alimenty, jak i odszkodowanie na rzecz byłej żony.
Sprawa, która poruszyła nie tylko Turcję
Do zdarzenia doszło w mieście Kayseri, gdzie tamtejszy sąd rodzinny rozpatrywał pozew rozwodowy złożony przez kobietę. Powód? Jej mąż, zamiast angażować się w relację, spędzał czas w mediach społecznościowych, lajkując zdjęcia obcych kobiet. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się to błahostką, sprawa miała dużo szerszy kontekst.
Żona zarzuciła mężowi m.in.:
-
ciągłe słowne upokarzanie,
-
brak wsparcia finansowego w domu,
-
oraz niewierność emocjonalną w postaci aktywności w sieci.
Co istotne, mężczyzna miał nie tylko polubić zdjęcia, ale też pozostawiać sugestywne komentarze pod fotografiami kobiet, z którymi nie miał żadnego realnego związku.
Sąd: „To nie są niewinne interakcje”
Sędziowie analizujący sprawę uznali, że działania mężczyzny nie były przypadkowe. Zwrócili uwagę, że nałogowe lajkowanie i komentowanie zdjęć kobiet może podważyć poczucie bezpieczeństwa i zaufania w relacji małżeńskiej. W wyroku podkreślono, że nawet jeśli aktywność w sieci wydaje się niegroźna, może prowadzić do trwałego rozkładu pożycia.
Ostatecznie sąd orzekł:
-
rozwód z wyłącznej winy męża,
-
alimenty w wysokości 1000 lir miesięcznie,
-
oraz odszkodowanie dla żony w kwocie 60 000 lir.
Biorąc pod uwagę przeciętne dochody w Turcji, to znaczące konsekwencje.
Czy podobna sytuacja mogłaby mieć miejsce w Polsce?
Z prawnego punktu widzenia – tak. Choć polskie sądy podchodzą ostrożnie do rozpatrywania „internetowych zdrad”, prawo dopuszcza orzeczenie rozwodu z winy jednego małżonka, jeśli udowodnione zostanie:
-
umyślne i trwałe naruszenie obowiązków małżeńskich,
-
związek przyczynowy między zachowaniem a rozpadem pożycia.
W praktyce oznacza to, że ciągłe flirtowanie w sieci, lajkowanie obcych osób czy pozostawianie dwuznacznych komentarzy może być potraktowane przez sąd jako zdrada emocjonalna lub tzw. mikrozdrada – szczególnie jeśli druga strona relacji zgłasza z tego powodu cierpienie psychiczne.
Związek kontra social media
Eksperci podkreślają, że granica między niewinną aktywnością a zdradą emocjonalną coraz bardziej się zaciera. Dla wielu osób lajkowanie zdjęć atrakcyjnych osób to tylko gest, ale dla partnera czy partnerki może to być sygnał braku szacunku czy zaangażowania w związek.
W dobie mediów społecznościowych coraz więcej rozwodów ma swoje źródło w działaniach online. To, co kiedyś uchodziło za niewinne „oglądanie się za kimś na ulicy”, dziś zostawia ślad – w postaci lajków, komentarzy i aktywności widocznej publicznie.
Co warto zapamiętać?
-
Twoja aktywność w internecie może zostać wykorzystana jako dowód w sądzie rodzinnym.
-
Lajkowanie zdjęć innych osób w sposób natarczywy lub prowokacyjny może być uznane za formę zdrady emocjonalnej.
-
Nawet w Polsce sąd może orzec rozwód z winy małżonka, jeśli udowodni się, że jego zachowanie doprowadziło do rozkładu pożycia.
-
„Mikrozdrady” w sieci to coraz częstszy temat w sprawach rozwodowych – warto być świadomym ich konsekwencji.
Podsumowanie
Sprawa z Turcji pokazuje, że granica między „niewinnym lajkiem” a „zdradą” może być bardzo cienka. Jeśli internetowe nawyki budzą niepokój partnera, warto je przemyśleć – zanim przerodzą się w poważny kryzys. Social media nie są strefą bezkarności, a każdy ślad zostawiony online może mieć realne skutki – również prawne.