Ministerstwo Edukacji Narodowej szykuje zmiany, które mogą na nowo ukształtować polski system edukacji. Choć oficjalnie nie mówi się o przywróceniu gimnazjów, to zapowiadane rozwiązania bardzo je przypominają. Nowy model szkół zbiorczych ma zostać wdrożony już w 2026 roku – i wszystko wskazuje na to, że będzie to jedna z największych reform ostatnich lat.
Nowy model: szkoły zbiorcze w miejsce podstawówek?
Według projektu nowelizacji prawa oświatowego, przyjętego przez rząd w grudniu 2025 roku, MEN planuje umożliwić tworzenie tzw. szkół zbiorczych. Mają one działać przede wszystkim w regionach dotkniętych niżem demograficznym oraz w miejscach, gdzie dostęp do szkół jest utrudniony geograficznie.
Nowy model zakłada, że:
-
młodsze dzieci (np. klasy I–III) będą uczęszczać do lokalnych filii szkół,
-
starsze roczniki (np. klasy IV–VIII) będą dowożone do szkół zbiorczych – większych placówek, które skupią uczniów z wielu miejscowości.
Transport dzieci – obowiązek samorządów
W nowym systemie to samorządy będą odpowiadały za transport uczniów do szkół zbiorczych. Dowożenie dzieci stanie się standardem tam, gdzie liczba uczniów nie pozwala na utrzymanie pełnowymiarowej szkoły.
To rozwiązanie już teraz budzi obawy – szczególnie w gminach wiejskich, gdzie odległości między miejscowościami są znaczne, a lokalne budżety napięte.
Demograficzny kryzys uderza w edukację
Nowe przepisy to reakcja MEN na pogłębiający się niż demograficzny. Według szacunków, do 2060 roku liczba dzieci i młodzieży w Polsce może spaść nawet o 45%. Już teraz w wielu miejscach szkoły świecą pustkami, a utrzymywanie pełnych zespołów klasowych staje się nieopłacalne.
Wcześniejsze prognozy mówią też o spadku liczby przedszkolaków poniżej 1,2 mln w roku szkolnym 2027/28, a nawet poniżej miliona w ciągu kilku kolejnych lat. Skutki niżu są odczuwalne na każdym szczeblu edukacji.
MEN nie mówi „gimnazja”, ale plan przypomina stare rozwiązanie
Choć nikt z resortu edukacji nie używa dziś słowa „gimnazjum”, eksperci zauważają, że model szkół zbiorczych mocno przypomina dawną strukturę edukacyjną. W tamtym systemie dzieci kończyły naukę w szkole podstawowej po klasie VI i przechodziły do trzyletniego gimnazjum.
Nowa wersja zakłada co prawda ciągłość szkoły podstawowej, ale podział organizacyjny będzie wyraźny: młodsze dzieci zostaną w lokalnych placówkach, a starsze trafią do dużych, wspólnych szkół, gdzie będą uczyć się w większych grupach.
Zróżnicowane środowiska = wyrównanie szans?
MEN argumentuje, że szkoły zbiorcze pomogą wyrównać szanse edukacyjne uczniów z różnych środowisk. Dzieci z małych miejscowości będą miały kontakt z rówieśnikami z innych terenów, co może pozytywnie wpłynąć na ich rozwój społeczny i edukacyjny.
To jedno z niewielu założeń byłych gimnazjów, które uznawano za ich mocną stronę – i które teraz powraca w nieco zmienionej formie.
Szkoły jako centra lokalnego życia
W nowelizacji prawa oświatowego znajduje się także propozycja, by niewielkie szkoły przekształcać w lokalne centra życia społecznego. Zamiast zamykać placówki, MEN chce, by pełniły one również funkcje społeczne – oferując zajęcia dla mieszkańców, wydarzenia kulturalne, a nawet pomoc psychologiczną.
Taka koncepcja ma nie tylko ratować małe szkoły przed likwidacją, ale także wzmacniać lokalne wspólnoty.
Elastyczny system zamiast jednego modelu
Nowe przepisy dają samorządom dużą elastyczność. To one zdecydują, czy szkoła w danej miejscowości będzie pełna, czy ograniczy się np. do klas I–III. Możliwe będzie także tworzenie filialnych oddziałów szkół podstawowych, które zapewnią edukację najmłodszym w pobliżu domu, a potem umożliwią im kontynuację nauki w szkole zbiorczej.
Reforma już w 2026 roku
Zgodnie z planami MEN, nowy model szkół zbiorczych zacznie funkcjonować już w 2026 roku. Początkowo będzie wdrażany tam, gdzie sytuacja demograficzna jest najtrudniejsza – głównie na terenach wiejskich i w małych miejscowościach.
Czy to początek faktycznego powrotu do gimnazjów, czy tylko próba adaptacji systemu do realiów demograficznych? Odpowiedź poznamy już niebawem – a pierwsze efekty reformy mogą okazać się kluczowe dla przyszłości polskiej szkoły.