Sylwester za granicą miał być ich wspólnym prezentem gwiazdkowym. Dziś nie są już razem, ale wyjazd opłacony, znajomi spakowani, a rezerwacja - wspólna. Marta zastanawia się, czy to absurd, że były partner chce jechać razem. Czy powinna zrezygnować?
LIST OD CZYTELNICZKI
Mam 32 lata i jeszcze dwa miesiące temu byłam przekonana, że wchodzę w Nowy Rok u boku mężczyzny, z którym spędzę życie. Kupiliśmy razem wyjazd sylwestrowy - apartament w Austrii z grupą znajomych, z dojazdem, balem i kolacją. Prezent dla siebie nawzajem. Miało być wyjątkowo.
Tylko że… rozstaliśmy się tuż przed świętami. Bez dramatu, bez krzyków. Po prostu coś w nas zgasło. On niby przyjął to spokojnie, ale widzę, że nie do końca to przetrawił. A teraz pojawił się kolejny problem: Sylwester.
On chce jechać. Twierdzi, że przecież „płaciliśmy po połowie”, że „to już zaklepane”, że „będzie normalnie”. Znajomi też mówią, żebyśmy nie robili scen, że to tylko kilka dni, że „wszyscy jesteśmy dorośli”.
A ja mam w głowie tysiąc znaków zapytania.
Mamy spać w jednym apartamencie. Nie w osobnych pokojach. Jedno łóżko, wspólna przestrzeń. Kiedy mu to powiedziałam, machnął ręką: „Możemy się dogadać, najwyżej jedno z nas na kanapie.” Tyle że... ja nie chcę się dogadywać. Nie chcę spędzać nocy obok faceta, z którym dopiero co się rozstałam. Nie chcę udawać, że nic się nie stało. Nie chcę siedzieć przy stole i słuchać, jak wszyscy się śmieją, a ja duszę w sobie niepokój.
Dla niego to „żaden problem”. Dla mnie - ogromny.
Mam wrażenie, że jestem w pułapce. Albo pojadę i będę cierpieć w środku, próbując zachować dobrą minę. Albo zrezygnuję i zmarnuję pieniądze, które dla mnie naprawdę miały znaczenie.
Najgorsze, że nikt mnie nie rozumie. Każdy patrzy jak na tą „histeryczną” stronę związku. A ja tylko chciałabym, żeby ktoś zauważył, że to nie jest zwykły wyjazd. To kawałek wspólnej historii, która się właśnie skończyła.
Co robić? Jechać i grać rolę? Czy zostać i przełknąć stratę? Dlaczego to ja mam ustępować, skoro oboje się rozstaliśmy?
Marta
ODPOWIEDŹ REDAKCJI
Droga Marto,
Twój list porusza ważny temat, który dotyka wielu osób w podobnej sytuacji: co zrobić z planami „na dwoje”, kiedy z pary zostaje tylko jedno serce pełne emocji.
I od razu powiedzmy jasno: Twoje wątpliwości są całkowicie zasadne.
Jesteście „dorośli”, ale to nie znaczy, że to nie boli
Z zewnątrz wszystko może wyglądać logicznie: wyjazd opłacony, znajomi znani, miejsce piękne. Ale wewnętrznie przeżywasz coś trudnego i głębokiego - żałobę po zakończonej relacji. Spanie w jednym apartamencie z byłym partnerem to nie „dogadanie się” - to emocjonalna mina.
Jego brak reakcji to nie dojrzałość – to unikanie
To, że on „nie ma problemu”, nie znaczy, że sytuacja jest prosta. Bardzo możliwe, że on wypiera emocje, które Ty czujesz otwarcie. Może też chcieć ten wyjazd wykorzystać jako sposób na „niby-naprawienie” więzi - bez rozmowy, bez zmierzenia się z rozstaniem.
Masz prawo powiedzieć NIE
- Masz prawo nie chcieć dzielić łóżka z kimś, z kim łączy Cię historia, a nie teraźniejszość.
- Masz prawo czuć się niekomfortowo.
- Masz prawo postawić granicę: „Nie chcę tego. To dla mnie zbyt trudne.”
Nie jesteś zobowiązana do przetrwania tego Sylwestra w imię świętego spokoju innych.
Co możesz zrobić?
Spróbuj otwarcie porozmawiać - nie o tym, „kto ma rację”, ale o tym, jak Ty się czujesz.
Jeśli on nie rozumie, spróbuj uzyskać kompromis - np. jedno z Was szuka osobnego noclegu.
Jeśli kompromis niemożliwy - masz prawo zrezygnować. To nie jest słabość. To ochrona siebie.
Marto, pamiętaj: rozstanie to moment, w którym nie musisz już dbać o wspólne dobro - tylko o swoje własne.
Twoje emocje, komfort i granice nie są „histerią” - są sygnałem, że wciąż się uczysz dbać o siebie. I to jest największa dojrzałość.
Z uważnością,
Redakcja Kobiece Inspiracje
Informacja redakcyjna
Powyższy materiał ma charakter informacyjny i ogólny. Nie stanowi porady psychologicznej ani terapeutycznej i nie może zastąpić indywidualnej konsultacji ze specjalistą zdrowia psychicznego. Każda sytuacja emocjonalna i relacyjna może mieć wiele ukrytych kontekstów, które wpływają na jej interpretację. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za skutki decyzji podjętych na podstawie treści artykułu.