Narasta chaos w polskiej ochronie zdrowia. Szpitale powiatowe nie dają już rady – brakuje pieniędzy, zamykane są kolejne porodówki, a rząd wciąż nie przedstawił konkretnych rozwiązań. Dlatego już w marcu środowisko medyczne planuje największy od lat protest.
3 marca protest pod Ministerstwem Zdrowia
Pracownicy szpitali powiatowych, wspierani przez swoich dyrektorów, zapowiadają ogólnopolski protest, który odbędzie się 3 marca 2026 roku przed Ministerstwem Zdrowia w Warszawie. Demonstrację organizuje Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych wraz ze Związkiem Powiatów Polskich.
Celem akcji jest zwrócenie uwagi rządzących na dramatyczną sytuację placówek lokalnych, które działają dziś na skraju wydolności finansowej. Protest może być największym od lat wydarzeniem z udziałem pracowników szpitali.
Zadłużenie rośnie, placówki nie mają już z czego ciąć
Szpitale powiatowe mierzą się z rosnącym zadłużeniem i niedoszacowanymi wycenami świadczeń zdrowotnych. Jak alarmują dyrektorzy, brakuje pieniędzy na podstawowe funkcjonowanie, a samorządy – które prowadzą te placówki – nie są w stanie dłużej pokrywać strat.
Związek Powiatów Polskich już 21 stycznia wystosował apel do rządu o natychmiastowe działania naprawcze, ostrzegając, że dalsze zaniechanie decyzji grozi paraliżem lokalnych szpitali.
Porodówki znikają w ciszy. „System wymknął się spod kontroli”
Jednym z najbardziej widocznych objawów kryzysu jest masowe i niekontrolowane zamykanie oddziałów położniczych. W wielu powiatach porodówki są likwidowane bez żadnej strategii ani centralnej koordynacji, co znacząco ogranicza dostęp kobiet do bezpiecznego porodu w pobliżu miejsca zamieszkania.
Jak wskazują dyrektorzy szpitali, decyzje te nie wynikają z dobrej woli samorządów, lecz z przymusu – wycenę porodów określają jako zbyt niską, a liczba rodzących kobiet systematycznie spada.
Rozwiązania tylko na papierze
Ministerstwo Zdrowia sugeruje, że zamykane porodówki mogą być zastąpione przez tzw. pokoje narodzin lub transport pacjentek karetkami typu N. Jednak – jak podkreślają przedstawiciele szpitali – te koncepcje są niewykonalne w obecnych warunkach.
Placówki nie mają środków ani kadry, by utrzymać gotowość takich usług. Brakuje informacji, jak miałyby być one wyceniane, co dodatkowo pogłębia niepewność.
Kluczowe rozmowy odbędą się 18 lutego
Jeszcze przed protestem, 18 lutego, odbędą się rozmowy w Ministerstwie Zdrowia. Jednym z tematów ma być propozycja przesunięcia podwyżek dla personelu medycznego – z lipca 2026 na lipiec 2027 roku.
Te zmiany budzą poważne napięcia w środowisku medycznym i mogą mieć wpływ na skalę protestu zaplanowanego na marzec.
Nowe pieniądze z BGK? Nie ma konkretów
Rząd rozważa uruchomienie pożyczek z Banku Gospodarstwa Krajowego, których roczny budżet ma sięgnąć 1 miliarda złotych. Część tych środków miałaby być umarzana, jeśli dany szpital zrealizuje zatwierdzony plan naprawczy.
Dodatkowe finansowanie miałoby wspierać także proces konsolidacji lecznic, który może doprowadzić do ograniczenia liczby placówek. Jednak – jak mówią dyrektorzy – brakuje jasnych wytycznych, jak miałoby to wyglądać w praktyce.
Szpitale czują się zostawione same sobie
Przedstawiciele środowiska ochrony zdrowia alarmują, że brakuje ogólnokrajowej strategii dla szpitali powiatowych. Zmiany są wdrażane chaotycznie, a odpowiedzialność często przerzucana na samorządy, które nie mają środków i narzędzi do działania.
Jak mówią organizatorzy protestu – to ostatni moment, by uratować lokalną ochronę zdrowia, zanim dojdzie do sytuacji, w której kolejne oddziały, a nawet całe szpitale przestaną funkcjonować.