Aneta nigdy nie stawiała siebie na pierwszym miejscu. Dom, dzieci, mąż, praca - wszystko było „ważniejsze”. W tym roku postanowiła to zmienić. Jej noworoczna lista celów nie zawiera niczego dla innych. Tylko dla niej. I właśnie dlatego… czuje się silna jak nigdy wcześniej.
LIST OD CZYTELNICZKI
Mam 41 lat i wrażenie, że dopiero teraz naprawdę zaczynam żyć. Nie w sensie „imprezowania”, „rozwoju osobistego” z Instagrama czy detoksów. Chodzi mi o coś głębszego: o to, że po raz pierwszy w życiu zrobiłam coś tylko dla siebie - i nie mam wyrzutów sumienia.
1 stycznia usiadłam wieczorem z kubkiem herbaty, w piżamie, gdy dom już spał. Wzięłam zeszyt i zaczęłam pisać swoje postanowienia. Ale nie takie w stylu: „schudnę 5 kilo”, „będę lepszą żoną”, „zadzwonię częściej do teściowej”.
Na tej liście nie było nikogo poza mną.
Napisałam:
-
Będę spać minimum 7 godzin, bo jestem wiecznie zmęczona.
-
Zapiszę się na jogę, bo boli mnie kręgosłup.
-
Przestanę brać na siebie wszystko - nawet jeśli mąż zostawi naczynia w zlewie, a dzieci nie spakują się na basen.
-
Przestanę przepraszać za to, że mam granice.
-
Nie będę zadowalać wszystkich dookoła kosztem siebie.
I kiedy przeczytałam tę listę, pierwszy raz nie pomyślałam: „ale to egoistyczne”. Pomyślałam: „tak wygląda dorosłość, której nikt mnie nie nauczył.”
Bo mnie uczono, że dobra żona to ta, co się nie złości. Dobra matka nie mówi: „mam dość”, tylko bierze drugi kubek kawy. Dobra córka nie odmawia rodzicom, nawet jeśli pada z nóg. Dobra kobieta „ogarnia wszystko”. No więc ja ogarniałam. Przez 20 lat.
I wiecie co? W Nowy Rok, zamiast wymyślać, co jeszcze poprawić w sobie dla innych, poczułam, że ja też mogę być ważna. Nie dlatego, że coś zrobiłam. Ale dlatego, że jestem.
Oczywiście są chwile, kiedy ta stara ja wraca i pyta: „A może za dużo chcesz?” „A może twoje potrzeby to fanaberia?” Ale wtedy otwieram ten zeszyt. I przypominam sobie, jak bardzo byłam zmęczona życiem, w którym nikt nie zapytał mnie: „A ty, Aneta, czego chcesz?”
Zadałam to pytanie sama sobie. I odpowiedziałam uczciwie. I może po raz pierwszy - nie czuję się winna.
Tylko czy to naprawdę wystarczy, by coś się zmieniło? Czy bliscy zrozumieją, że teraz chcę trochę „dla siebie”? Czy da się być dobrą matką i żoną, ale nie zapominać o sobie?
Z pozdrowieniami dla redakcji Aneta
ODPOWIEDŹ REDAKCJI
Droga Aneto,
Twój list to jeden z najpiękniejszych manifestów kobiecej odwagi, jaki dostaliśmy. Bo choć nie zawiera dramatycznych zwrotów akcji, zdrad czy łez - zawiera coś o wiele trudniejszego do wyrażenia: dojrzewanie do tego, by samej sobie dać prawo do istnienia.
Dlaczego czujemy się winne, gdy wybieramy siebie?
Bo tak nas nauczono. W pokoleniu naszych matek i babek kobieta była „dobra”, gdy rezygnowała z siebie. Poświęcenie, ciche zaciskanie zębów, brak oczekiwań - to miały być cechy idealnej żony i matki.
Ty łamiesz ten wzorzec. I to nie egoizm. To zdrowe granice i elementarna troska o własne zdrowie psychiczne i fizyczne.
Czy inni to zaakceptują?
Być może nie od razu. Kiedy ktoś przez lata dostawał „100% ciebie” bez pytania, nagła zmiana może być odbierana jako „chłód”, „egoizm” albo „dziwna fanaberia”. Ale to nie znaczy, że robisz coś złego. To znaczy, że uczysz innych, jak mają cię traktować.
Czasem małe zmiany mają największe znaczenie
Twoja lista to nie tylko punkt startowy. To plan działania.
-
Sen to nie luksus - to fundament zdrowia.
-
Joga to nie moda - to ratunek dla ciała.
-
Granice to nie egoizm - to komunikat: „Szanuję siebie, więc oczekuję szacunku.”
Jak się trzymać swoich postanowień?
-
Zapisuj je (tak jak już robisz).
-
Miej je gdzieś na widoku - w kuchni, w telefonie, w kalendarzu.
-
Daj sobie prawo do potknięć.
-
I najważniejsze: rozmawiaj o nich. Z dziećmi, mężem, przyjaciółmi. Nie jako o buncie. Ale jako o nowym etapie twojego życia.
Ty też się liczysz
Dobra wiadomość? Nie musisz przestać być troskliwa, by zacząć być sobą. Nie musisz rezygnować z rodziny, by w niej nie zniknąć.
Twoje potrzeby nie są zagrożeniem dla innych. Ale ich ignorowanie - może być zagrożeniem dla ciebie.
Idź tą drogą dalej, Aneto. Z czułością i wiarą, że to nie egoizm, tylko uzdrowienie.
Z serdecznością,
Redakcja Kobiece Inspiracje
Informacja redakcyjna
Powyższy materiał ma charakter informacyjny i ogólny. Nie stanowi porady psychologicznej ani terapeutycznej i nie może zastąpić indywidualnej konsultacji ze specjalistą zdrowia psychicznego. Każda sytuacja emocjonalna i relacyjna może mieć wiele ukrytych kontekstów, które wpływają na interpretację problemu.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za skutki decyzji podjętych na podstawie treści artykułu. W przypadku silnych napięć, długotrwałego stresu lub trudnych relacji warto skorzystać z pomocy psychologa lub terapeuty, który oceni sytuację indywidualnie.
Drogie Czytelniczki i Czytelnicy, jeśli chcecie podzielić się swoją historią — napiszcie na adres [email protected]. Gwarantujemy anonimowość i pełną dyskrecję.