Czasem wystarczy jedna noc, by zobaczyć wszystko wyraźnie. Dla Kingi ten Sylwester nie był ani romantyczny, ani przełomowy w sposób, w jaki marzyła. Ale był końcem złudzeń - i początkiem decyzji, którą w głębi serca nosiła od dawna.
LIST OD CZYTELNICZKI
Nie było jednej wielkiej kłótni. Nie wydarzyło się nic, co można by opisać jako „punkt zwrotny”. Ale coś się we mnie skończyło.
Ten Sylwester był po prostu… pusty. Siedzieliśmy obok siebie, jedliśmy, piliśmy, śmialiśmy się z innymi. On, jak zwykle, opowiadał głośno żarty, śmiał się z kolegami, przeskakiwał z tematu na temat, jakby wszystko było w porządku. A ja siedziałam przy tym stole i czułam się jak mebel. Obecna fizycznie, ale niewidzialna emocjonalnie.
Jesteśmy razem sześć lat. I od jakiegoś czasu coraz częściej zadaję sobie pytanie: czy to naprawdę „razem”?
On mnie nie bije. Nie zdradza (chyba). Nie jest potworem.
Ale też: - nie słucha mnie, - nie interesuje się mną, - nie widzi, kiedy płaczę, - nie dopytuje, co czuję.
Kiedyś myślałam, że to „męski chłód”. Że każdy związek po latach stygnie. Ale patrząc na innych tego wieczoru - widziałam, że można inaczej.
Para znajomych obok trzymała się za ręce. On co chwilę pochylał się do niej, coś szeptał, całował w czoło. Nie robili show. Po prostu byli blisko.
A ja? Siedziałam przy własnym partnerze i czułam się bardziej samotna niż wtedy, gdy byłam singielką.
Po północy złożyliśmy sobie życzenia. Powiedział: „oby był lepszy niż ten poprzedni”. I uśmiechnął się. A ja w głowie tylko pomyślałam: Tak. Bo będzie już bez ciebie.
On jeszcze o tym nie wie. Nie powiedziałam nic. Nie jestem gotowa na rewolucję tu i teraz.
Ale decyzja już we mnie zapadła.
To był nasz ostatni Sylwester. Dla niego - jeszcze jeden wieczór. Dla mnie - moment, w którym zrozumiałam, że zasługuję na więcej.
Kinga
ODPOWIEDŹ REDAKCJI
Droga Kingo,
Twój list porusza głęboko - bo opisujesz doświadczenie, które jest niewidzialne dla świata, ale bardzo realne dla serca.
Nie każda rozłąka zaczyna się dramatem. Czasem zaczyna się… ciszą. Ciszą między dwojgiem ludzi, którzy kiedyś byli blisko, a dziś mijają się nawet, gdy siedzą przy tym samym stole.
Emocjonalne oddalenie – najcichsza forma rozpadu
Z Twoich słów wybrzmiewa coś bardzo ważnego: to nie krzywda fizyczna boli najbardziej, ale brak obecności emocjonalnej.
Czuć się niewidzianą. Niesłyszaną. Pomijaną. To może złamać człowieka równie mocno jak zdrada czy kłamstwo.
Związek „poprawny”, ale nie czuły
Wiele kobiet tkwi w relacjach, które „nie są złe”, ale też nie są dobre. Są nijakie. Bez rozmów, bez wsparcia, bez bliskości. I to właśnie ta nijakość bywa najtrudniejsza do zniesienia, bo trudno ją nazwać, a jeszcze trudniej usprawiedliwić rozstanie przed innymi.
Ale Ty nie musisz się nikomu tłumaczyć.
Moment, w którym widzisz „innych” - i siebie
Obserwacja innych par działa jak lustro. Widzisz, że można się śmiać, być czułym, słuchać się nawzajem. I wtedy dociera: to nie jest kwestia „że tak już musi być”. To wybór, praca, wzajemna uważność.
Decyzja zapadła – co dalej?
To naturalne, że nie chcesz rzucać słów na wiatr. Że potrzebujesz czasu, przestrzeni, może nawet planu. Ale fakt, że już wiesz, czego nie chcesz - to ogromny krok naprzód.
Zachęcamy Cię, byś:
-
słuchała siebie,
-
nie ignorowała tych cichych sygnałów,
-
pozwoliła sobie na zmianę, gdy będziesz gotowa.
Nie jesteś „złą partnerką”, bo chcesz odejść. Jesteś kobietą, która odważyła się wybrać siebie.
Z pełnym wsparciem,
Redakcja Kobiece Inspiracje
Informacja redakcyjna
Powyższy materiał ma charakter informacyjny i ogólny. Nie stanowi porady psychologicznej ani terapeutycznej i nie może zastąpić indywidualnej konsultacji ze specjalistą zdrowia psychicznego. Każda sytuacja emocjonalna i relacyjna może mieć wiele ukrytych kontekstów, które wpływają na interpretację problemu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za skutki decyzji podjętych na podstawie treści artykułu.
Drogie Czytelniczki i Czytelnicy, jeśli zmagacie się z podobnymi doświadczeniami lub chcecie podzielić się swoją historią, napiszcie do nas na adres [email protected]. Gwarantujemy anonimowość i dyskrecję. Jesteśmy tutaj, by wysłuchać i wspierać.