Agnieszka od miesięcy żyje pod presją bycia „bardziej wyluzowaną”. Jej mąż uważa, że jest zbyt poważna, za mało śmieje się na imprezach i za rzadko pije. Teraz zasugerował, że w Sylwestra lepiej będzie, jeśli... ona zostanie w domu. Bo i tak nie umie się bawić. Dla niej to więcej niż zwykłe zdanie — to cios w poczucie wartości.
LIST OD CZYTELNICZKI
Mam 36 lat, męża od ośmiu lat. Nie jesteśmy żadną dramatyczną parą. Nie ma zdrad, awantur, wyprowadzania się w środku nocy. Ale od jakiegoś czasu… coś się psuje. Zwłaszcza w sytuacjach towarzyskich.
Zawsze byłam raczej introwertyczką. Nie piję dużo, nie tańczę do rana, nie przepadam za głośnymi domówkami. Lubię ludzi - ale na własnych zasadach. Mój mąż jest inny: dusza towarzystwa, w centrum uwagi, zabawny, głośny, roztańczony. I przez lata jakoś się dogadywaliśmy. Do czasu.
Zaczęło się od niby-żartów. „Nie bądź taka sztywna.” „Zatańcz, no weź, nie rób wstydu.” „Uśmiechnij się, jakbyś chociaż chciała tu być.” A ja… starałam się. Tańczyłam, śmiałam się, udawałam, że dobrze się bawię. Ale to nie jestem ja. I myślałam, że on to rozumie.
A teraz - Sylwester. Jego przyjaciele robią imprezę, z noclegiem, w domku pod miastem. Zaproponował, że pojedziemy. A potem, po moim krótkim milczeniu (bo po prostu się wahałam!), usłyszałam: „Wiesz co, może ja pójdę sam. Ty i tak się nie potrafisz bawić.”
Powiedział to spokojnie. Bez złości. Ale dla mnie to był cios. Nie pytanie. Nie zaproszenie do rozmowy. Tylko wyrok.
Czy naprawdę moje milsze świętowanie - w domu, przy planszówkach, z książką - to powód, by mnie wykluczać? Czy naprawdę to, że nie piję do rana i nie wrzeszczę w rytm disco polo, czyni mnie gorszą żoną?
Nie powiedziałam mu, jak bardzo mnie to zabolało.
Może powinnam.
Ale boję się, że usłyszę, że znowu przesadzam.
Czy to ja się nie potrafię bawić?
Czy po prostu nie mieścimy się już w swoich światach?
Agnieszka
ODPOWIEDŹ REDAKCJI
Droga Agnieszko,
Twój list dotyka tematu, który - choć może wydawać się błahy - jest bolesny, bo dotyczy tożsamości, akceptacji i granic w związku.
I już na wstępie warto powiedzieć jasno: nie, nie jesteś zbyt poważna, sztywna ani nudna. Po prostu masz inny sposób przeżywania radości i bliskości.
Dwie różne energie - jeden związek
W relacji często łączą się osoby o zupełnie różnych temperamentach. Jedna strona ekstrawertyczna, energetyczna, towarzyska. Druga — spokojniejsza, bardziej refleksyjna, ostrożna. I to może działać. Ale tylko wtedy, gdy obie strony nauczą się siebie nawzajem szanować.
„Nie umiesz się bawić” - to nie żart, to etykieta
Twój mąż, mówiąc to zdanie, może nawet nie miał złych intencji. Ale słowa mają wagę. I to nie jest tylko stwierdzenie - to komunikat: nie pasujesz, nie nadajesz się, przeszkadzasz.
Nic dziwnego, że to Cię zabolało.
Zasługujesz na przestrzeń dla siebie - bez presji
Sylwester to nie obowiązek. Nie musisz się „zmieniać”, żeby pasować do cudzych oczekiwań. Zamiast „dopasowywać się”, warto zadać pytanie: jak moglibyśmy spędzać ten czas, żeby oboje czuli się komfortowo?
Porozmawiaj, zanim frustracja zamieni się w żal
Powiedz mu wprost, spokojnie: „Kiedy mówisz, że nie umiem się bawić, czuję się niewystarczająca. A przecież inaczej nie znaczy gorzej.” To nie musi być awantura. To może być początek nowego rozumienia się.
I najważniejsze: masz prawo powiedzieć NIE
Nie musisz jechać tam, gdzie nie chcesz być. Ale też nie musisz siedzieć w domu w poczuciu, że „coś z Tobą nie tak”.
Zaproponuj coś innego. Dla Was. Na Waszych warunkach. Może kompromis? Część wieczoru razem, część osobno?
Agnieszko, nie jesteś „za mało”. Jesteś dokładnie taka, jak trzeba. I jeśli Sylwester ma być początkiem nowego roku - niech będzie też początkiem większego szacunku do siebie samej.
Z uważnością i wsparciem,
Redakcja Kobiece Inspiracje
Informacja redakcyjna
Powyższy materiał ma charakter informacyjny i ogólny. Nie stanowi porady psychologicznej ani terapeutycznej i nie może zastąpić indywidualnej konsultacji ze specjalistą zdrowia psychicznego. Każda sytuacja emocjonalna i relacyjna może mieć wiele ukrytych kontekstów, które wpływają na interpretację problemu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za skutki decyzji podjętych na podstawie treści artykułu.