Miał być ważnym elementem szkolnej edukacji i odpowiedzią na współczesne wyzwania. Tymczasem w wielu szkołach lekcje odbywają się niemal przy pustych ławkach. Dyrektorzy mówią wprost: system nie działa tak, jak zakładano.
Od 1 września 2025 r. nowy przedmiot w szkołach
1 września 2025 roku do szkół wprowadzono edukację zdrowotną. Zastąpiła ona wychowanie do życia w rodzinie. Początkowo planowano, że będzie to przedmiot obowiązkowy. Ostatecznie jednak zdecydowano, że udział w zajęciach będzie dobrowolny.
W praktyce oznaczało to, że wszyscy uczniowie zostali automatycznie zapisani na zajęcia, a rezygnacja wymagała złożenia odpowiedniej deklaracji przez rodziców lub pełnoletnich uczniów – we wrześniu, w wyznaczonym terminie (m.in. do 25 września).
Frekwencja na poziomie około 30 proc.
Z danych Ministerstwa Edukacji wynika, że w edukacji zdrowotnej uczestniczy około 30 proc. uprawnionych uczniów, czyli blisko 920 tysięcy osób.
Najwięcej uczniów bierze udział w szkołach podstawowych – ponad 40 proc. uprawnionych. W liceach odsetek jest znacznie niższy i sięga około 10 proc.
To jednak dane formalne. W rzeczywistości sytuacja w wielu szkołach wygląda inaczej.
Uczeń jest na liście, ale nie ma go w klasie
Dyrektorzy zwracają uwagę na powtarzający się problem: uczniowie, którzy nie wypisali się z przedmiotu, figurują w dzienniku, ale nie pojawiają się na lekcjach.
Zdarza się, że z kilkunastu zapisanych osób w klasie regularnie uczestniczy zaledwie kilka. Reszta nie przychodzi – zwłaszcza gdy zajęcia odbywają się na początku lub na końcu dnia.
Ponieważ przedmiot jest nieobowiązkowy:
-
nie ma z niego ocen,
-
nie podlega klasyfikacji,
-
nie widnieje na świadectwie.
W efekcie brak obecności nie wiąże się z realnymi konsekwencjami.
Nieobecności łatwo usprawiedliwić
Teoretycznie nieobecności wpływają na ogólną frekwencję ucznia. W praktyce jednak to zaledwie kilka godzin w tygodniu, a rodzice mogą je szybko usprawiedliwić.
Niektóre szkoły rozważały powiązanie frekwencji z oceną z zachowania. Problem w tym, że:
-
w szkołach ponadpodstawowych ocena z zachowania nie ma większego znaczenia przy dalszej edukacji,
-
usprawiedliwione nieobecności trudno traktować jako podstawę do obniżenia oceny.
W efekcie dyrektorzy przyznają, że narzędzi do egzekwowania obecności praktycznie nie ma.
Szkoła musi organizować lekcje nawet dla kilku osób
Mimo niskiej frekwencji szkoły są zobowiązane do:
-
prowadzenia dokumentacji,
-
organizowania zajęć,
-
zapewnienia nauczyciela.
Zdarzają się sytuacje, w których nauczyciel przychodzi na lekcję, a w klasie nie ma nikogo. Formalnie jednak przedmiot istnieje i musi być realizowany.
Część dyrektorów wskazuje, że jedyną realną korzyścią jest to, że nauczyciel ma zapewnione godziny pracy.
Co dalej z edukacją zdrowotną? Decyzja do końca marca
Ministerstwo Edukacji zapowiedziało, że do końca marca zapadnie decyzja w sprawie dalszego statusu przedmiotu. Rozważane jest wprowadzenie obowiązkowości edukacji zdrowotnej.
Resort prowadzi rozmowy z rodzicami, nauczycielami, młodzieżą oraz środowiskami medycznymi. Gdyby przedmiot stał się obowiązkowy, problem z zapisami i nieobecnościami mógłby zostać rozwiązany systemowo.
Na razie jednak szkoły funkcjonują w modelu, w którym uczniowie formalnie są zapisani, ale realna frekwencja bywa minimalna.