Ceny jajek szybują, a półki w sklepach zaczynają świecić pustkami. Klienci łapią się za portfele, a producenci biją na alarm. Choć największe sieci handlowe zapewniają, że limitów sprzedaży nie będzie, dane z rynku mówią jedno: sytuacja jest poważna – i wszystko wskazuje na to, że tuż przed Wielkanocą 2026 może być jeszcze gorzej.
Ptasia grypa uderza w produkcję: straty sięgają 10%
Ostatnie tygodnie przyniosły lawinowy wzrost ognisk ptasiej grypy. Zaledwie w ciągu półtora miesiąca pogłowie kur niosek w Polsce spadło o około 5 milionów sztuk, co oznacza, że kraj stracił blisko 10% zdolności produkcyjnych jaj.
Choroba dotknęła zarówno małe gospodarstwa, jak i wielkie fermy przemysłowe. W wielu przypadkach trzeba było wybić całe stada, a powrót do pełnej produkcji może potrwać miesiące.
Sklepy uspokajają, ale braki już widać
Choć sieci handlowe – takie jak Biedronka, Auchan czy Lidl – deklarują, że nie planują wprowadzać limitów sprzedaży jajek, konsumenci w niektórych regionach już zauważają braki na półkach.
Sieci podkreślają, że:
-
monitorują sytuację na bieżąco,
-
współpracują z polskimi producentami,
-
robią wszystko, by zapewnić ciągłość dostaw bez reglamentacji.
Mimo tych zapewnień, rosnąca presja ze strony rynku może wymusić zmiany – szczególnie jeśli ogniska choroby będą się utrzymywać, a popyt wzrośnie wraz ze zbliżającą się Wielkanocą.
Ceny jaj rosną z roku na rok
Według danych z Koszyka Cenowego dlahandlu.pl, w styczniu 2026 roku średnia cena 10 jaj w popularnych supermarketach wyniosła 12,01 zł. Dla porównania:
-
w styczniu 2021 r. – 5,34 zł,
-
w styczniu 2023 r. – 9,18 zł,
-
w styczniu 2024 r. – 8,70 zł,
-
w styczniu 2025 r. – 10,02 zł.
Wzrost jest wyraźny – i niepokojący. W ciągu pięciu lat cena niemal się podwoiła, a najszybsze podwyżki obserwujemy właśnie teraz – kiedy produkcja jest niestabilna, a rynek reaguje nerwowo.
Import coraz bliżej? Branża bije na alarm
Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz ostrzega, że jeśli sytuacja się nie poprawi, presja na sprowadzanie jaj z zagranicy będzie rosnąć. To z kolei może oznaczać:
-
pogorszenie jakości produktu,
-
większą zależność od importu,
-
jeszcze większe zawirowania cenowe.
Obawy są poważne, ponieważ jaja z zagranicy – choć często tańsze – nie spełniają tych samych norm co krajowe, a ich transport w dużych ilościach wiąże się z ryzykiem opóźnień i strat.
Wielkanoc 2026 będzie droga
Wielkanoc przypada w tym roku na 5 kwietnia, a to oznacza, że szczyt zakupowego ruchu przypadnie na przełom marca i kwietnia. To czas, kiedy popyt na jajka zawsze rośnie – nie tylko ze względu na świąteczne potrawy, ale też na zwyczaje zakupowe Polaków.
Branża już teraz przygotowuje się na ogromny wzrost zapotrzebowania, a sklepy próbują zakontraktować odpowiednie ilości towaru. Niestety – przy ograniczonej podaży i rosnących kosztach produkcji – nie ma szans, by ceny spadły.
Jeśli ogniska ptasiej grypy nadal będą się rozwijać, a import nie pokryje deficytu, możliwe są lokalne niedobory, a w skrajnym scenariuszu – także reglamentacja. Choć dziś nikt tego oficjalnie nie potwierdza, wielkanocna gorączka może przynieść niespodzianki.
Co dalej z rynkiem jaj? Prognozy są ostrożne
Eksperci nie mają złudzeń – sytuacja na rynku jaj pozostanie napięta przez kolejne miesiące. Produkcja nie odbuduje się z dnia na dzień, a ceny są podbijane przez:
-
koszty paszy i energii,
-
braki kadrowe,
-
zagrożenie epidemiologiczne.
Dla konsumentów oznacza to jedno: jeśli dziś cena 10 jaj przekracza 12 zł, to w kwietniu może być jeszcze drożej. A jeśli jaja faktycznie trafią na listę produktów reglamentowanych – choćby tymczasowo – powtórzy się scenariusz, który wielu pamięta jeszcze z pandemii: puste półki, nerwowa atmosfera i zakupy „na zapas”.