W sylwestrową noc wznosimy toasty bez zastanowienia - to naturalny element zabawy, świętowania i składania życzeń. Ale mało kto wie, że samo słowo „toast” nie ma nic wspólnego z kieliszkiem szampana… tylko z kawałkiem chleba! I to dosłownie.
Tak, „toast” naprawdę oznaczał… grzankę
Pochodzenie słowa jest zaskakujące. Wywodzi się z języka łacińskiego od słowa tostus, które oznaczało „opiekany, przypiekany”. W średniowieczu i renesansie w Anglii oraz Francji pojawił się zwyczaj:
wrzucania do dzbana z winem kawałka opiekanego chleba.
Dlaczego? Grzanka:
-
poprawiała smak wina,
-
łagodziła jego kwasowość,
-
a aromaty i przyprawy z chleba nadawały trunkowi głębi.
Niektórych taka „grzanka w winie” mogła odpychać, ale w tamtych czasach był to bardzo popularny zwyczaj.
Jak to stało się symbolem świętowania?
W XVI–XVII wieku na dworach pojawił się nowy trend: podawanie takiego wina gościom na cześć konkretnej osoby.
Mówiono wtedy: „Raise a toast to her!” — dosłownie: „Wznieś grzankę za jej zdrowie!”
Brzmi zabawnie? Z biegiem czasu:
-
grzanka zniknęła z kieliszków,
-
wino stało się bardziej szlachetne,
-
ale nazwa została i przeszła na gest wznoszenia kieliszka.
Tak narodził się „toast”, którego używamy dziś na całym świecie.
Toast jako życzenie
W XVIII wieku słowo „toast” przestało oznaczać grzankę, a zaczęło oznaczać osobę, na której cześć wznoszono kieliszek. Później przeszło na samą czynność - czyli celebrację, życzenia i moment uroczystego uniesienia szampana.
Dziś toast to:
-
życzenie,
-
symbol jedności,
-
rozpoczęcie nowego etapu,
-
a w noc sylwestrową — wejście w nowy rok z dobrą energią.
A więc skąd wziął się toast?
W skrócie:
-
z opiekanego chleba wrzucanego do wina,
-
z dawnych obyczajów poprawiania smaku trunku,
-
z tradycji picia „za kogoś”,
-
i z języka łacińskiego oraz angielskiego.
Dziś nikt już nie wrzuca nic do prosecco (i dobrze 😉), ale słowo „toast” pozostało — jako piękny rytuał, który łączy ludzi.